23/01/2012

Dawno nie pisalam. W moim zyciu przez ostatni rok niewiele sie zmienilo- dalam sie ponownie wciagnac w romans z J., a on ponownie tylko zagral na moich uczuciach, zabawil sie i odszedl, tym razem nie tylko bez wyjasnien, ale rowniez bez najmniejszego slowa.

Potem byl Jan S., ktoremu jak sie okazalo, chodzilo tylko o seks. Nie przespalam sie z nim, przejrzalam te jego gierki. On rowniez zniknal bez slowa... Pol roku pozniej dowiedzialam sie, ze byl zonaty....

Potem byl Mike. Poznany na wieczorze panienkim Anne Marie. Chcial ode mnie numer telefonu. Balam sie, ze to bedzie kolejny facet, ktory mnie rozczaruje. Nie chcialam na to pozwolic. Tym razem to ja zrobilam krok, ktorego nie pozwolilabym zrobic jemu- powiedzialam, ze chodzi mi tylko o seks. Ustatlilismy spotkanie. Potem cos nam wypadalo, ja nie moglam, potem nie mogl on, worcil do swojej bylej, a potem znowu sie rozstal, napisal. W koncu, po 3 miesiacach, spotkalismy sie, przyjechal, do mnie, pojechalismy do niego, przespalam sie z nim. Czy bylo fajnie? Chyba nie. Tzn technicznie bez zastrzezen, ale.... no wlasnie, czegos w tym wszystkim brakowalo. Poza tym, tym razem to ja chcialam wykorzystac faceta, a i tak czulam sie ta wykorzystywana i zbrukana. Never ever takich seks-randek!

A w miedzyczasie byl seks po pijaku z B. Nawet dokladnie tego nie pamietalam.

Potem byl flirt z Michasiem na weselu Edyty. Pocalunek na pozegnanie. Nic wiecej.

Potem znowu seks z B., tym razem bylismy trzezwi. Bylo kiepsko. Krotko. Beznamietnie. Nijak.

A potem byl urlop w Polsce i noc spedzona z Michasiem. Technicznie moze nie bylo to nic specjalnego, ale za to bylo bardzo tak namietnie i uczuciowo... nawet nie wiedzialam, ze stac go na tyle czulosci.... Tesknilam potem za nim pare dni, no a potem mi przeszlo. Potem, ktoregos wieczoru u Agaty, po koljnym kieliszku wodki dzownilam do niego. Nie wiem po co. Nawet nie pamietalam, ze dzownilam. Na szczescie nie odebral, bo juz spal. Nastepnego dnia napisal smsa, potem ja odpisalam a w koncu, kiedy sie zorientowalam, ze poprzendiej nocy do niego dzwonilam (sprawdzialam komorke), zadzownilam do niego. A potem przez smsy umowilismy sie na powtorke z tamtej nocy...

A teraz jest relatie.nl i Edwin. Kim tak naprawde jest? Nie wiem. Piszemy do siebie od jakiegos tygodnia. Chcial sie umowic. Ale ja jeszcze nie chce. Chce go lepiej poznac przez nasze maile, pochatowac z nim. I przede wszystkim nie czuje sie dobrze we wlasnej skorze, waga osiagnela max.- 81 kg! czyli w ciagu ostatnich paru miesiecy przytylam jakies 10 kg prawie. Pieknie. Od jutra zmieniam diete i zaczynam biegac z Baida. Fitnes z Agata bedzie musial zaczekac- nadal jestem bezrobotna i nie mam pieniedzy.

 

Jak widac niby cos sie zmienia w moim zyciu, niby jakies sprawy uczuciowe sa, a ja jednak czuje sie tak, jakbym stala  w miejscu. Bo jakby na to nie patrzec- nieruszylam wlasciwie ani krok do przodu. No moze maly kroczek- zapomnialam o J. Juz za nim nie tesknie. Jestem jeszcze troche zla na niego, ale to tez juz prawie minelo. Czyli wszystko ok. W sumie to jest duzy krok. NAwet mila. I dobrze. W KONCU!

27/04/2011

W moim sercu nie ma nikogo. Tylko pustka... Wielkie N I C ... Czy mi to przeszkadza? Zimno mi... Wspomnieniami sie nie ogrzeje. Szukam uparcie czegos, co mi zastapi kogos. Nie moge tego znalezc. A kogos nie chce szukac.

Tak wiec bedzie mi jeszcze dlugo zimno...

03/04/2011

Anka nie ufa mi na tyle, by sie ze mna przyjaznic. Mysli, ze gdybym miala jakas okazje z jej mezem, to bym ja wykorzystala. Walic ja, jesli ona ocenia mnie na podstawie mojego jednego bledu a nie tego, jakim jestem czlowiekiem i jaka dla niej zawsze bylam, to walic ja. Nie zasluguje na to wszystko, co chcialam jej dac.

12/03/2011

Zastanaiwam sie Aniu, co takiego Toba kierowalo, kiedy tak po prostu zdecydowalas sie wyrzucic mnie ze swojego zycia? Dlaczego nie mialas odwagi powiedziec mi prawdy prosto w twarz, kiedy widzialysmy sie ostatni raz? JA Ci powiem czemu- bo tak naprawd enie mialas powodu. To, co Toba kierowalo, to zwyczajny strach. Ale niesluszny. Dobrze wiesz, ze dostalam nauczke za to, co kiedys zrobilam. I Ty wlasnie powinnas to wiedziec najlepiej- czy naprawde nie zdajesz sobie sprawy z tego, ze ja naprawde mocno przezylam tamte wydarzenia? Ze mialam ogromne poczucie winy za to, co JEJ zrobilam? Ze nie chcialam, by to tak wyszlo? Ale jestem tylko czlowiekiem, kobieta, ktora ktos przekonal do siebie i swojego pomyslu na zycie. Kobieta, ktora dala sie zlapac na obietnice, wyznania milosci i piekne wizje zycia razem. Kobieta, z ktorej ON wyparl poczucie winy. Ale dostalam nauczke i dobrze o tym wiesz. Nigdy w zyciu nie popelnie tego samego bledu. A juz na pewno nigdy w zyciu nie wyrzadzilabym czegos takiego Tobie. 

Bylas mi tu najblizsza osoba. Nie liczac mojej siostry i Bena. Ufalam Ci, a Ty wykorzystalas moje zwierzenia przeciwko mnie. Czy to bylo w porzadku? Nie wiem, co Artur Ci nagadal, ale chyba sama nie wierzysz w to, ze moglabymna niego spojrzec inaczej niz jak na Twojego meza???? Nie chce mi sie wierzyc, ze nagadal ot tak sobie jakichs glupot. Dlatego sa tylko dwa rozwiazania: albo cos przeskrobal i chcac to zatuszowac, zwalil wine na mnie, chcac odwrocic Twoja uwage od tego, co zrobil. Lub chcial Cie ode mnie odciagnac, bys nie dowiedziala sie, ze po zamknieciu wszystkich dyskotek i barow,oni poszli jeszcze na miasto. Po co? Bog jeden wie.... Mam nadzieje,ze nie po to, o czym mysle.... A drugi powod moze tkwic w samym Twoim mezu. Czyzbys zauwazyla cos, przez co poczulas sie zagrozona? Ja nigdy nie odczulam, by on traktowal mnie w jakis inny sposob, by patrzyl sie na mnie jak na kobiete, ktora mu sie podoba. Ale przeciez Ty znasz go lepiej. Moze zauwazaylas cos, czego ja kompletnie nie widzialam?

Boli mnie jednak to, ze nie odwazylas sie na rozmowe ze mna, ze nie odwazylas sie nawet podac mi powodu swojej decyzji. Mam nadzieje,ze zdajesz sobie sprawe, jak bardzo mnie zranilas. Ja nigdy nic przeciwko Tobie ani przeciwko Wam nie zrobilam. Nie powiedzialam. Nie pomyslalam. I to boli, ze przez ten caly czas bylas tak naprawde kims obcym, kto mi nie ufal. Bo dla mnie bylas tu kims wiecej niz kolezanka. Wiem,ze na prawdziwa przyjazn trzeba pracowac latami, ale dla mnie bylas nia- przyjaciolka. Jak widac, zbyt wczesnie tak sobie pomyslalam. Ale skad moglam wiedziec, ze po poltora roku zanjomosci ot tak wyrzucisz mnie ze swojego zycia, jakbym nigdy nic dla Ciebie nie znacyzla? Zreszta, moze tak wlasnie bylo. Moze Ty dla mnie bylas kims bliskim, a ja dla Ciebie nikim...

Przykro mi z tego powodu. Myslalam, ze jestes inna.... Jak widac, wcale Cie nie znalam...

10/03/2011

Ah i zeby nie bylo mi za dobrze- On mnie olal a Anka zerwala ze mna kontakt. Przyjaciolka... pff:/ Poltora roku znajomosci zakonczyla jednym smsem. Czemu? Nie mam zielonego pojecia. I coraz mniej mnie to obchodzi... Ona okazala sie nie warta przyjazni, jaka ja darzylam...

A on? Myslal, ze tak po prostu mnie zaliczy... Zachowal sie jak samiec. A ja, wedlug mojego psychologa- jak samica. Dziala na mnie tylko swoim wygladem, reszta nie miala znaczenia haha tego sie wczoraj dowiedzialam od Pana K. Ciekawe... Moze to i prawda. Na szczescie aspekty moralne wygraly z instynktem samicy... lub kompleksy wygraly :P

03/03/2011

Czuje sie taka.... szczesliwa.... Juz zapomnialam jakie to uczucie- zakochac sie.... cudowne.... Ciesze sie kazda chwila tego wspoanialego doznania... Jestem zakochana? Chyba tak. Na pewno zuaroczona:) Zreszta, zakochac sie, to nie znaczy kogos kochac. To okresla wlasnie to uczucie, ktore nade mna dominuje- szczescie, zauroczenie, fascynacja, ciagle myslenie o NIM.... I niemoznosc doczekania sie kolejnego spotkania... (juz jutro!:P) Chce z nim przebywac, chce go poznawac, smakowac jego ust, dotyku jego rak... Ale chce takze trzymac dystans... Boje sie, ze to wszystko, co widze, co on mi mowi- boje sie, ze to okaze sie klamstwem, podstepem po to, aby mnie zdobyc, przespac sie ze mna i o mnie zapomniec. Nie moja wina, ze nie ufam facetom :( Ale chce mu zaufac. Chce mu dac szanse... Tylko potrzebuje na to wszystko odrobiny czasu...

On mnie uszczesliwia.... A raczej mysli o nim... Chce z nim przebywac, chce byc przy nim.... Zatonac w jego ramionach, zapomniec sie w jego pocalunkach... chce tego.... I jestem szczesliwa, ze tego chce.... Ze w koncu spotkalam kogos, kto zwrocil na siebie moja uwage, od tak dawna niedostepna dla nikogo... A jednak.... Wystarczy pojsc na dyskoteke z Henokiem haha:P

02/03/2011

Ahhh jak uszczesliwic kobiete? Po prostu poswiecic jej troche uwagi:P

Odezwal sie do mnie dzisiaj na msn. Wczoraj napisalam jeszcze do niego, odpisal ale potem juz nic nie slyszalam wiec dalam sobie spokoj- jego sms mnie uspokoil, byl taki norm,alny, z buziaczkiem... stwierdzilam wiec, ze pewnie nie ma czasu. Moja cierpliwosc sie oplacila- dzisiaj odezwal sie pierwszy na msn. Odbylismy baaaaardzo niesamowita rozmowe, w ktorej wyznal, ze.... jest verliefd op mij:P Nie spokojnie, nie wierze tak do konca, ale jedo jest pewne- zrobilam na nim wrazenie i to nie malo. a jak sie okazalo po sobocie jeszcze bardziej mu sie podobam haha ciekawe czemu????

Czuje sie niesamowicie dzieki niemu, normalnie gory moglalbym przenosic.....

Juz dawno nie mialam tak dobrego humoru ahhhhh.... Czuje sie cuuudooownieee..... zupelnie jakbym znow miala nascie lat haha mam tylko nadzieje, ze bledow z tamtych czasow nie bed epopelniac <lol> 

28/02/2011

Widzialam sie z nim jeszcze nastepnego dnia. A raczej nocy:P tzn. bylismy u Waskiego, potem Janek do mnie napisal, czy gdzies wychodze. Niby mielismy sie umowic, ale on wrocil pozno z Eindhoven i mu sie nie chcialo juz wychodzic, mi tez nie. Ale umowilismy sie, ze mnie odwiezie do domq. Do Paolki. Ona tez jechala. A on przyjechal z... Henokiem i Denisem. Ale ZONK dla Paolci. Ale coz... podrzucil ich do centurm i odwieozl nas do domq. Zapytalam, czy zostanie na troche. Wszedl z nami na gore. Przesiedzielismy dwie godziny. W sumie to gadal wiecej z Poalcia, bo buzia jej sie nie zamykala po alkoholu haha. W miedzyczasie dostykal mojej dloni, nogi.... Pocalowalismy sie, kiedy Paolce W KONCU zachcialo sie siku haha:P A potem, kolo 4, zaczal sie zbierac. Paolka umowila nas na nastpeny dzien, bo ona miala jechac z Bula do Waskiego, to powiedziala JAnkowi, ze on moze przyjechac tutaj i spotkac sie ze mna. Powiedzial, ze zadzwoni jeszcze do mnie, bo mial miec jeszcze trening nastepnego dnia. Odprowadzilam go na dol. Calowalismy sie namietnie, wsunal mi rece pod bluzke... Pozwolilam mu sie pomiziac po plecach, ale kiedy jego dlonie zblizyly sie do moich piersi, odsunelam je. Podniecony byl. Stanal mu:P I tak sie pozeganlismy....

 

Nastpenego dnia nie zadzwonil. Nie napisal. Ja mu napisalam co slychac- nie dostalam odpowiedzi. Dzisiaj tez caly dzien glucho....

Wiem, ze on czasami tak ma. Po prostu taki jest, czy mu nie zalezy? Czy robi to specjalnie? A moze to dla niego normalne?

A moze przesadzilam, wyzywajac na Denisa, badz co badz jego dobrego kumpla? Ale ja go nienawidze za to, co zrobil mojej siostrzyczce. I nawet powiedzialam, ze karygodne bylo to, ze nie dal jej w ogole jakiegokolwiek znaku zycia. Wiec Jan wie, ze tego nie toleruje. A jednak robi to teraz.

A moze chcial sie tylko zabawic, ale wyczul, ze nie pojdzie mu ze mna za latwo? W koncu odepchnelam jego dlonie od moich piersi...

A moze wlasnie uwaza, ze poszlo mu zbyt latwo? W koncu mial swoje rece pod moja bluzka, co z tego, ze tylko na plecach,ale jednak.

Nie wiem. Nie wiem nie wiem nie wiem.Co sie ze mna dzieje? Czemu on nie pisze od jesanje cholery?! Powinnam do niego jutro napisac? Czy sobie odpuscic. Z drugiej strony... a jesli cos mu sie stalo? To chore. Moze po prostu jutro napisze i bede sie smiala ze swoich obaw. A moze juz nigdy wiecej niczego od niego nie uslysze? To jest ten problem, z ktorym zostawil mnie Jelle. Teraz boje sie takiej ciszy. Bo on tak zrobil- jednego dnia mowil, ze kocha. Nastpenego nie chcial ze mna byc. A bylo dobrze miedzy nami.... Teraz boje sie, ze znow mi sie to przytrafi. Ze niby wszystko bylo ok,ale on juz sie nie odezwie. Nie wierze w siebie. Nie wierze, ze ktos chcialaby ze mna byc. Moje poczucie wlasnej wartosci spada na leb na szyje w takich chwilach. Chyba powinnam o tym pogadac z moim psychologiem...

JAN, napisz!!!!

26/02/2011

Wczoraj mialam randke z Jankiem.... bylo cudownie:P Poszlismy do takiego baru, usiedlismy w takim jakby przedsionku, tam bylo troche spokojniej. Ja-malibu z cola. On-woda:D Nie pije bo za trzy tygodnie ma walke. Przegadalismy trzy godziny. O wszystkim i o niczym. Mamy bardzo podobne poczucie humoru, zartowalismy nawet o seksie:D ogolnie czulam sie bardzo swobodnie przy nim. Nie wiem, czy on tak na mnie dzialal, czy to alkohol...:P 

Spotkalismy sie na moscie. Ja przyszlam pierwsza, on szedl wlasciwie tuz za mna. Pocalowalismy sie w policzki trzy razy. A potem poszlismy tam do tego klubu. Ubralam sie w czarny sweter-sukienke, bez legginsow:) cieniste rajstopy, buty na koturnie z futerkiem. Wygladalam sexy:P on tez tak zreszta uwazal:P On byl ubrany w jeansy, biala koszulke i na to mial taki sweterek-marynarke. Ladnie. Buty sportowe,ale takie troche eleganckie. Podobal mi sie. I ogolnie jest przystojny.... A jaki umiesniony mmmm.....

 Odwiozl mnie do Paolki. Potem przeprosil,ze musi jechac, bo jest zmeczony a jutro ma trening. a bylo juz wpol do trzeciej. Potem powiedzial: ik vond het echt gezellig" i przysunal sie i zaczal mnie calowac.... a jak on caluje.... Delikatnie, spokojnie, namietnie.... Ma bardzo miekkie, wilgotne usta, duzy jezyk haha:P ale wlasnie zajebiste to jest... Musze przyznac, ze naprawde caluje nieziemsko. Powiedzial, ze ja tez dobrze caluje:)))

Chcialabym sie jeszcze z nim jutro zobaczyc.... Ciekawe, czy to bedzie mozliwe.... mam nadzieje, ze tak.... mam ochote na wiecej pocalunkow....

ZAUROCZYLAM SIE...

i pewnie jak tak dalej pojdzie, to wkrotce sie w nim zakocham.....

ahhh..... 

21/02/2011

Nie moge przestac o nim myslec... zawraca mi w glowie normalnie... a nawet tak bardzo go nie znam.... Jan S.... czy to bedzie ktos wazny w moim zyciu? hmmm... zobaczymy...:D

2011/01/31

W piatek, w przedpoludnie, zgubilam telefon. Na szczescie znalezli go uczciwi, starsi ludzie i odzyskalam moja zgube. Ale co, gdyby ktos inny zabral ten telefon i nigdy nie dostalabym go z powrotem? Wtedy byc moze wszystko potoczyloby sie inaczej....

On napisalby do mnie wieczorem, tak jak to zrobil. Tylko ze ja tego smsa nigdy bym nie odczytala- nie mialabym przeciez telefonu. Wiec zylabym ze swiadomoscia, ze on nigdy juz sie do mnie nie probowal odezwac.... a on zylby ze swiadomoscia, ze nigdy mu na tego smsa nie odpisalam...

Tymczasem stalo sie inaczej- on napisal, a ja odpisalam. spotkalismy sie. 

Tesknilam za nim. Teraz dopiero wiem, jak bardzo. Trzymalam dystans przez cale nasze spotkanie, ale co z tego, skoro nastepnego dnia caly dzien tylko on byl w mojej glowie? i tak jest tez teraz...

Czekalam na te chwile tyle czasu... na chwile, w ktorej to ja bede moglago go odrzucic, na chwile, w ktorej bede mogla sie zemscic. Mialam taka okazje- to JA moglam teraz napisac- zostaw mnie w spokoju, nie pasujesz do mojego zycia, nie chce miec z toba zadnego kontaktu, zniknij!

To czemu tego nie zrobilam? Dlaczego tak uparcie szukam mozliwosci, by on znow byl w moim zyciu???

Tesknilam za nim, taka jest prawda.  I gdzies tam gleboko, w srodku, nadal mam nadzieje, ze w jakis cudowny sposob wszystko sie ulozy i znowy bedziemy razem, szczesliwi. Tylko ze to niemozliwe. Gerda tak po prostu nie zniknie. Jego rodzina tak po prostu mnie nie zaakcetuje. Moi najblizsi tak po prostu mu nie zaufaja. Benny tak po prostu mi tego nie wybaczy. I najwazniejsze- czy ja potrafilabym zaufac Jellemu? Czy potrafilabym przestac sie bac, ze ktoregos dnia znowu odejdzie?

Nie. Nie sadze.

To dlaczego wciaz mam nadzieje? Przyznaje to tylko przed sama soba: ja nadal cos do niego czuje. Wszystcy mowia mi, ze bede idiotka, jesli pozwole mu znow sie do siebie zblizyc. Ja wiem, ze oni maja racje... a mimo to pozwalam. I czekam na wiecej. To CHORE!

Ale nie potrafie przestac.... 

A on nie pisze od wczoraj.... Gra ze mna? Czy sam takze sie boi? Nie wiem...

2011/01/30

Napisal do mnie.... po tylu dniach, miesiacach, tygodniach... tak po prostu: co slychac? a ja?....

 Wdalam sie z nim w te smsy. a w koncu spotkalismy sie. w piatek.... 28.01... jesli mnie pamiec nie myli, w urodziny jego bylej... albo dzien przed...

Rozmowa wydala sie byc normalna. trzymalam dystans.... i nawet czulam  w sercu ten dystans.... nie pozadalam go.

ale w sobote.... caly dzien myslalam o nim.... Napisalam. co slychac? pijana bylam. nawet zadzwonilam i go obudzialam. glupia jestem. ale na szczescie nic glupiego nie powiedzialam. Dzisiaj to on pierwszy napisal. a ja ostatnia.... i teraz czekam juz na odpowiedz ponad pol godziny.... TAK_ CZEKAM!

Czemu on znowu pakuje sie z butami w moje zycie? Czemu to robi? I czemu JA NA TO POZWALAM???

A tak niewiele brakowalo, bym nigdy tego smsa nie dostala...

 

2011-01-22

Tesknie za NIM...

nic na to nie poradze, mimo ze wiem, ze to niewlasciwe. to, co czuje... sama sie w tym gubie...

Ogladalam dzisiaj jego zdjecia. Patrzylam w te oczy, ktore smialy sie do mnie kiedys prawie kazdego dnia... oczy, w ktorych nieraz widzialam lzy.... oczy, ktore dawaly mi caly swiat...

A teraz probuje zyc bez nich, i nawet wtedy, kiedy juz mysle, ze o nim zapomnialam, on powraca- w snach, myslach.... Czemu nie dajesz mi o sobie zapomniec????

 Czy to mozliwe, bys tak dlugo byl w mych myslach? Przeciez nie chcialam Cie kochac, pokochalam cie na Twoje prosby... Zapomniec o Tobie- to powinno byc latwe... a jednak nie jest....

Po tylu dniach, tygodniach spokoju- ZNOW O TOBIE MYSLE... I zastanawiam sie, czy JA tez czasami jestem W TWOICH MYSLACH???

 

Dzisiaj mija dokladnie piec miesiecy od naszych ostatnic chwil razem, od tej ostatniej nocy... za dwa tygodnie minie piec miesiecy odkad widzialam Cie po raz ostatni...

2011-01-16

Dzisiaj mialam sen. O nim. Ze znow byl przy mnie. W tym snie chodzilo nam o bliskosc, stesknilismy sie za wspolnym seksem... szukalismy wszedzie miejsca, gdzie moglibysmy oddac sie namietnosci, jednak na prozno- wszedzie ktos byl, nie moglismy ukryc sie przed swiatem...

 

Myslalam, bylam pewna, ze juz mi przeszlo, ze juz nie tesknie... tymczasem po dzisiejszej nocy jest mi zle, jest mi smutno.... tesknie... za nim? czy za kimkolwiek, kto bylby przy mnie? Czy tesknie za miloscia po prostu? Ale czy to juz czas, by za nia tesknic????

Boje sie, ze nikogo sobie nie znajde. Wszyscy mowia: jestes mloda, ladna, jeszcze znajdziesz w zyciu milosc. Ale czy mlodosc i uroda wystarcza, by znalezc milosc? A jesli nigdy juz nie trafie na kogos, z kim tak dobrze potrafilabym sie porozumiec? W sumie po rozstaniu z Karolem tez tak myslalam.... I nie mialam racji. Ale odkrycie tego zajelo mi... ile? prawie 5 lat! Teraz nie mam juz tyle czasu. Bo czy naprawde jestem az tak mloda? Mam juz ponad 25 lat, to nie jest moze duzo, ale tez nie malo... Bo przeciez chcialabym kiedys zalozyc rodzine, miec dzieci... I to nie po 30, ale PRZED. A przeciez tez nie chce zakladac rodziny z kims, kogo dopiero co poznam. To wszystko trwa. Wiec ile czasu mam? Moim zdaniem- niewiele. Biorac pod uwage to, ze stracilam calkowicie zaufanie do mezczyzn...

I o to mam zal do Niego- ze zabral mi moja naiwnosc. Moze to i lepiej, ktos powie. Ale moze przez to juz nigdy nie zaufam nikomu... A na pewno przynajmniej bede miala z tym duza trudnosc... I jak mam kogos znalezc???? Tym bardziej, ze wciaz tego nie chce? A czas ucieka...

Chcialabym, zebys Ty rowniez czasami o mnie myslal, za mna tesknil. Tylko nie wiem po co mi to. Ale chcialabym. Bo to by znaczylo, ze jednak nie klamales, ze cos dla Ciebie znaczylam... Tylko ze ja juz nigdy sie tego nie dowiem... Juz nie dowiem sie, czemu to tak naprawde sie skonczylo.... A bylo tak pieknie... Czy tylko dla mnie????

2010-12-29

Zbliza sie Nowy Rok. Kolejny rok mojego zycia. Kolejne postanowienia. Czy tym razem je zrealizuje? Czy tym razem bede wystarczajaco silna, by je zrealizowac? I jakie one beda?

Chcialabym wiele zmienic w moim zyciu. Przeszlosci nie zmienie. Moge tylko wyciagnac z niej wnioski. Ale przyszlosc... przyszlosc nalezy do mnie. I ode mnie zalezy, jaka ona bedzie. Jaka bede ja.... Nowa JA....

Ten rok byl pelen wszystkiego. Smutku, radosci, milosci, rozczarowan, leku i strachu. Pelen nadziei i nigdy nie majacych sie ziscic marzen.... 

Moim pierwszym postanowieniem noworocznym bedzie zapewne: Nie zadawaj sie z zonatymi facetami. Nigdy wiecej! I nie ufaj bezgranicznie kazdemu. Bo, jak sama sie przekonalas, nawet najblizsza osoba moze nagle odwrocic sie od ciebie, wbic noz prosto w serce i tak po prostu odejsc. Nie, nie bede juz plakac. Serce nie jest juz zlamane. I nie bedzie nigdy wiecej. Przynajmniej bede sie o to starac...
Odradzam sie na nowo, dojrzewam, nie chce byc juz glupiutka, latwowierna dziewczyna. Chce stac sie kims nowym. Lepszym.Silniejszym.

A reszta postanowien? Musze pomyslec Knipoog

Na pewno dieta. Tym razem czuje, ze moze sie udac. Ze wytrwam.Poza tym bardziej zorganizowane zycie. Wiecej nauki. Wiecej porzadku. I wiecej sportu Tong uitstekend

Ale o tym jeszcze napisze. Mamy czas- w koncu zostaly dwa dni:)

 

Zastanawiam sie nad tym rokiem, ktory wlasnie mija. Ciezki byl. Szczegolnie koncowka tegoz roku. Ale przetrwalam to. Przetrwalam i jestem z siebie dumna. Ze nie zadzwonilam do niego, nie napisalam. Ze pozwolilam mu zniknac z mojego zycia. Ze o nic nie prosilam.
Moze moj psycholog uwaza takie milczenie, poddanie sie, za zapominanie o samej sobie. Ale to nie jest tak. Ja wlasnie mam na wzgledzie sama siebie. Bo po co mi wiecej bolu, niz bylo? Wiecej smutku? Rozczarowania? Przeciez juz dostalam to, za co zasluzylam. Teraz znow zaczynam byc szczesliwa. Sama, ale jednak. Mam B. Mam Boga. Oni sa ze mna i daja mi szczescie. Mam przyjaciol,rodzine. Mimo tego, ze sa daleko. Ale sa. I mam siebie. I jestem szczesliwa ze soba. Chce cos osiagnac i osiagne to. Bo potrafie. Bo stac mnie na to, by sie wysilic, poswiecic. By wszystko przetrwac.

 Taka wlasnie bede Nowa JA. Silna. Niezalezna. Madra. Dazaca wytrwale do okreslonego celu. Taka chce byc. I taka bede.